Krzysztof Stecki 

Tytuł niniejszej pracy celowo został skonstruowany w formie pytającej, gdyż Bitwa Budziszyńska dosyć rzadko pojawia się na kartach polskiej historiografii wojskowej i do dzisiaj bitwa ta kryje wiele pytań i niewiadomych.

Polska 2 Armia wraz z działającą na jej skrzydle 52 armią radziecką miała zabezpieczyć lewe skrzydło nacierającego w głąb Niemiec 1 Frontu Ukraińskiego marszałka Iwana Koniewa. Celem terenowym 2 Armii było osiągnięcie i zdobycie z marszu Drezna. W skład 2 Armii wchodziły: 5, 7, 8, 9 i 10 Dywizje Piechoty oraz 1 Korpus Pancerny w składzie 1 Brygada Zmotoryzowana i 2,3,4 Brygady Pancerne. Siły armii uzupełniała 16 Brygada Pancerna ("spolszczona" ex-radziecka), 5 pułk czołgów ciężkich, 28 samodzielny pułk artylerii samobieżnej i inne jednostki. Łącznie dysponowały one 21 czołgami ciężkimi, 275 czołgami średnimi i 136 działami samobieżnymi oraz 89161 żołnierzami (stan w przeddzień operacji berlińskiej).

Niestety, analizują prace historyków polskich dojść można do wniosku, że ponad 50 lat po zakończeniu II Wojny Światowej wciąż nieznane są dokładne dane co do tego, z kim walczyli polscy żołnierze. W opracowaniach pojawiają się dosyć odmienne dane zarówno co do składu ugrupowania uderzeniowego Grupy Armii Środek jak i jego liczebności (tych ostatnich zresztą nie ma praktycznie żadnych). Podawane są dosyć skrajne informacje: od ośmiu dywizji po ... dwie. A jest to dosyć istotne zagadnienie gdyż bitwa budziszyńska była ostatnią wielką bitwą pancerną II Wojny Światowej, w której wzięło udział co najmniej od 746 czołgów i dział samobieżnych (suma strat niemieckich i liczebności jednostek polskich) po ... no właśnie. Nie wiadomo ile. Siły polskie przed ofensywą liczyły 296 czołgów plus 136 dział samobieżnych. W trakcie bitwy zostały wsparte jednostkami radzieckimi (7 Korpus Zmechanizowany Gwardii). Uwzględniając wcześniejsze straty (ofensywa trwała od 16 kwietnia), to jednostki te na początku bitwy mogły liczyć 250 - 300 czołgów plus nieokreślona ilość dział samobieżnych.

Ze stroną niemiecką jest o wiele gorsza sprawa. Przyjmując za pewnik straty niemieckie (nie jednak wiadomo, czy dotyczą one całego okresu walk w tym rejonie czy tylko starcia z 2 Armią), to siły te na początku liczyły co najmniej 314 czołgów i dział pancernych. W tym miejscu koniecznie trzeba dodać, że w zestawieniu strat nie ma podanych rozdzielnie danych dotyczących czołgów i dział samobieżnych. Jest to z jednej strony słuszne, gdyż w realiach ostatnich miesięcy wojny niemieckie oddziały pancerne wyposażano we wszystko, co było pod ręką, także w działa samobieżne w miejsce etatem przewidzianych czołgów. Z drugiej jednak strony działami samobieżnymi było także wszystko to, co zamontowano na jakimkolwiek podwoziu. Czyli oprócz klasycznych "stugów" czy "jagdpanzrów" także montowane na podwoziach ciężarówek czy transporterów opancerzonych działa przeciwlotnicze czy artyleryjskie. Pewną wskazówką co do liczebności sił niemieckich mógłby być ich skład. Tego jednak dokładnie nie znamy. Wydaje się jednak, że wartością graniczną mogło by być owe osiem dywizji, czyli około 80 do 100 tysięcy żołnierzy, licząc, że każda z dywizji miała skład zbliżony do etatowego - co jest i tak założeniem bardzo optymistycznym dla strony niemieckiej. W bitwie po stronie niemieckiej wzięło jednak udział więcej dywizji niż - można doliczyć się 13, a nawet 14 niemieckich dywizji w tym regionie (plus mniejsze jednostki) i jest ilość większa od tej, jaką przed bitwa berlińską miała cała 4 Armia Pancerna broniące tego regionu.

Dlaczego tej kwestii poświęcam tak dużo miejsca? Dlatego, że w źródłach niemieckich można znaleźć dokładne dane na ten temat i dają one wiele do myślenia. Zestawienie sprzętu 4 Armii pancernej wykazuje, że w składzie jej jednostek znajdowały się zaledwie 62 czołgi (plus 40 w 10 dywizji pancernej SS, ale nie jest jasne, czy wzięła ona udział w bitwie) i aż 293 działa samobieżne (60 w dywizji SS). Zastanawia po pierwsze bardzo mała ilość czołgów. Po drugie - z 293 dział samobieżnych tylko część (211) nadawała się do walki w charakterze czołgów.

Z kim więc walczyła polska 2 Armia. Na pewno z Grupą Armii Środek. W momencie forsowania Nysy przeciwnikiem była Dywizja Grenadierów Pancernych "Brandenburg", która została przez Polaków zepchnięta z pozycji, jednak jej resztki brały udział w późniejszych walkach. Dywizja "Brandenburg" podlegała pod dowództwo Korpusu Grenadierów Pancernych "Grossdeutschland". Prawym sąsiadem "brandenburczyków" był LVII Korpus Pancerny, który był pancerny tylko z nazwy, gdyż podlegały mu dwie dywizje piechoty (72 i 6). Korpus ten jest o tyle istotny, że między innymi on organizował przeciwnatarcie, lecz niektórzy autorzy podają, że brały w nim udział tylko dwie podległe mu dywizje. Należy to uznać za absurd, jednak teza o dowództwie korpusu ma sens, gdyż jako sztab związków szybkich nadawał się on do tego celu pod warunkiem, że dostanie odpowiednie jednostki. A takie się pojawiły - nie wiadomo tylko dokładnie jakie. Niemniej jednak faktem jest, że jednostki LVII Korpusu kontratakowały - jednak było to w dniach 16-18 kwietnia, a uderzenie wykonały na jednostki lewego sąsiada polskiej armii - dywizje 73 Korpusu Piechoty z radzieckiej 52 Armii - i wtedy korpus ten miał rozkazami 20 dywizję pancerną, która należała do odwodów Grupy Armii.

Groźba załamania południowego skrzydła całej niemieckiej armii wschodniej sprawiły, że Oberkommando der Heeres przydzieliło dowództwu 4 Armii Pancernej, która broniła się nad Nysą Łużycką, szereg jednostek, które miały powstrzymać ofensywę, a które zasiliły dosyć silne odwody pancerne Grupy Armii Środek. W rejonie, który nas najbardziej interesuje, przed bitwą jako odwód znajdowały się następujące jednostki szybkie. Była to 21 dywizja pancerna w rejonie Cottbus, Oddział pancerny "Boehmen" w rejonie Spremberga oraz 1 dywizja spadochronowo - pancerna "Hermann Goering", 20 Dywizja Pancerna na południowy wschód od Drezna, Dywizja Ochrony Hitlera w rejonie Spremberg i 10 Dywizja Pancerna SS - tajże na południowy wschód od Drezna (chociaż niektórzy lokalizują ją zupełnie gdzie indziej). Ponadto na linii Łaby w rejonie Drezna organizowało się 5 dywizji piechoty. W trakcie działań 4 Armii Pancernej przydzielono: dowództwo Korpusu Spadochronowo - Pancernego "HG" wraz z 2 dywizją Spadochronowo - Grenadierów Pancernych (zmechanizowaną raczej nie, bo takich jednostek w armii niemieckiej nie było już od kilku lat, a taką nazwę spotkać można w niektórych publikacjach) a także 2 Dywizję Pancerną SS, która przybyła w ten rejon w końcowej fazie walk.

Historycy dosyć rozbieżnie podają, że w uderzeniu na skrzydło polskiej armii wzięło udział:

a) Dywizja HG oraz 20 i 21 dywizje pancerne. Ta teza ma tę wadę, że na pewno nie mogła to być 21 dywizja - ta została rozbita między Spremberg a Cottbus przez jednostki radzieckie. Gdyby jednak przyjąć ją za prawdę, to te jednostki maksymalnie mogły liczyć (pełne etaty) 192 czołgi oraz około 40 tys. żołnierzy (w tym czasie pod względem ilości czołgów dywizje pancerne i grenadierów pancernych miały tę samą organizację).

b) Dywizja Grenadierów Pancernych "Brandenburg" plus bliżej nieokreślone Zgrupowanie Pancerne Wietershein. Tu z kolei nie można się zgodzić z tym, by dywizja "Brandenburg" brała udział w tej fazie walk jako w pełni sprawna jednostka i to co najważniejsze - podstawowa w całym ugrupowaniu, skoro została mocno "poturbowana" na początku ofensywy jeszcze nad Nysą. Zresztą autorzy tego twierdzenia grzeszą brakiem znajomości pewnych faktów. Panzergruppe Wietershein było bowiem częścią ... dywizji Brandenburg. Były to resztki (zaledwie batalion czołgów) pułku pancernego dywizji, którego dwa pozostałe bataliony jej zabrano. Trudno sobie wyobrazić, by tak słabe ugrupowanie wykonało tak silne przeciwuderzenie.

c) niemieckie ugrupowanie nie wchodziło do walki w całości, lecz ze względu na pośpiech i zagrożenie załamania całej obrony na południe od Berlina poszczególne ugrupowania wchodziły do walki w miarę przybywania kolejnych jednostek. Prawdopodobnie początkowe ugrupowanie uderzeniowe składało się z jednostek będących w danej chwili "pod ręką" czyli odwodów Grupy Armii Środek: 1 Dywizji Spadochronowo Pancernej "HG", 20 Dywizji Pancernej oraz prawdopodobnie 10 Dywizji Pancernej SS plus jednostek piechoty (w źródłach wymienia się 254 dywizję piechoty, ale to jest błędne, gdyż chodzi w tym przypadku o ... jednostkę radziecką, która miała ten numer i działała na południe od 2 Armii). Siły te, przyjmując pełne etaty, mogły liczyć od 315 do 335 wozów bojowych i 45 tys. żołnierzy oraz jednostki wsparcia. Następnie do walki mogły zostać wprowadzone kolejne oddziały: 2 Dywizja Spadochronowo - Grenadierów Pancernych "HG", być może 600 dywizja piechoty (rosyjska) czyli kolejne 64 czołgi i około 25 tysięcy żołnierzy. Do walki włączyły się pododdziały skrajnej dywizji z LVII Korpusu Pancernego i niedobitki dywizji "Brandenburg". 

Sumując podane wyżej dane i cały czas przyjmując pełne stany etatowe w dywizjach można podać, że po stronie niemieckiej wzięło udział około 380-400 czołgów i dział pancernych oraz 80-90 tysięcy żołnierzy, lecz ugrupowanie uderzeniowe nigdy nie działało łącznie i nie osiągnęło tak wysokiego stanu. Podane wcześniej straty niemieckie (dane te są trudno weryfikowalne) są bardzo wysokie, gdyż wynoszą około 20 procent w sile żywej i aż około 80 procent w pojazdach pancernych. Wyliczenia te powstały w oparciu o niezweryfikowane dane, jednak dają pewien obraz zaciętości bitwy. Po stronie polskiej w sile żywej straty były podobne (22 procent), a w czołgach i działach samobieżnych aż 57 procent. To też o czymś świadczy. W sumie całkowite, podawane w polskich opracowaniach straty wyniosły: dla strony polskiej 20160 żołnierzy (zabitych, rannych, zaginionych i kontuzjowanych) oraz 205 czołgów i dział pancernych, a dla strony niemieckiej 20500 żołnierzy zabitych i 550 jeńców (tylko!) oraz 314 czołgów i dział pancernych oraz 135 dział. Warto zwrócić uwagę na znikomą ilość jeńców. Najnowsze publikacje trochę korygują wysokość strat polskich - wyniosły one w sumie 18 232 żołnierzy: 4902 zabitych, 10 532 rannych i 2 798 zaginionych. Nieznana jest ilość jeńców.

d) Kazimierz Kaczmarek, autor, który bitwą zajmował się najczęściej, podaje że: w pierwszym uderzeniu brały udział część dywizji Brandenburg (1), 20 Dywizja Pancerna(2), 72 Dywizja Piechoty (3) i 1 Dywizja Spadochronowo Pancerna HG (4), w drugim (21 kwietnia, tym, które odcięło siły główne armii od tyłów) oprócz wymienionych jednostek także 21 Dywizja Pancerna (5), 17 Dywizja Piechoty (6) i 402 Dywizja Zapasowa (7), później w tym rejonie pojawiły się jednostki 464 Dywizji Szkolnej (8) oraz 2 Dywizji Grenadierów Pancernych HG (9), a następnie 269 Dywizji Piechoty (10), 545 Dywizji Grenadierów Ludowych (11).

e) natomiast Eberhardt Berent, autor jednego z najnowszych opracowań, wymienia: 20 Dywizję Pancerną, 1 Dywizję Spadochronowo Pancerną "HG", dywizję Brandenburg i część pododdziałów 10 Dywizji Pancernej SS oraz 17, 72 Dywizje Piechoty, Kampfgruppe 545 (część oddziałów 545 DP), 404 i 464 Dywizje Zapasowe, 300, 311 i 236 Brygadę Dział Szturmowych, 4 i 88 Batalion Niszczycieli Czołgów, 1384 Kompanię Niszczycieli Czołgów, 1 Batalion Pancerny plus wiele mniejszych, niesamodzielnych oddziałów.

Przebieg bitwy

16 - 20 kwietnia. 2 Armia Wojska Polskiego, tak jak i cały 1 Front Białoruski, przystąpiły do operacji berlińskiej 16 kwietnia 1945 roku. Forsowanie Nysy na ogół odbywało się gładko lecz nie obyło się bez pewnych kłopotów. Walki z pokonaniem pierwszych linii obrony niemieckiej były bardzo zacięte, lecz na ogół polscy żołnierze skutecznie spychali Niemców z kolejnych linii oporu. Największe problemy z sforsowaniem Nysy miał 1 Korpus Pancerny, który musiał skorzystać z przepraw sąsiednich jednostek radzieckich, co opóźniło jego wejście do akcji. Do 19 kwietnia 2 Armia przełamała obronę niemiecką i udało jej się dokonać bardzo głębokiego wyłomu w obronie niemieckiej. Kłopoty miało jednak ugrupowanie pomocnicze armii, które walczyło ze zmiennym szczęściem i to było jednym z powodów rozciągnięcia armii. Pierwsze sygnały, że armii zagraża niebezpieczeństwo pojawiły się już 16 kwietnia. 

Przede wszystkim zgrupowaniu pomocniczemu armii nie udało się przełamać obrony niemieckiej, a w następnych dniach 7 i 10 dywizja piechoty mozolnie spychały Niemców na północny zachód. Do sztabu dotarły także informacje o kontratakach wykonanych na skrzydło 52 armii, lecz całkowicie je zignorowano. W dniach od 18 do 21 kwietnia pomyślnie rozwijało się tylko uderzenie sił głównych Armii, spowodowało to jednak, że Armia podzieliła się na trzy zgrupowania rozciągnięte na przestrzeni 50 kilometrów. Tworzyły je: 1 Korpus Pancerny z czołówkami między Budziszynem a Dreznem. Na północ od Budziszyna znalazł się sztab armii i jednostki wsparcia. 8 i 9 dywizja wraz z częścią 5 dywizji piechoty posuwały się powoli w kierunku Drezna, a 7 i 10 dywizja dalej walczyły nad Szprewą i Schwarzer Schöps. Podobna sytuacja wytworzyła się u lewego sąsiada polskiej armii. Jego 7 Korpus Zmechanizowany i 254 Dywizja Piechoty zajęły Budziszyn, lecz na tyły tego ugrupowania zaczęły wychodzić niemieckie oddziały przebijające się na północ. Dowództwo niemiecki uważnie śledziło wydarzenia i postanowiło wykorzystać nadarzającą się szansę. W niemieckich sztabach w odróżnieniu od polskiego doskonale orientowano się w ugrupowaniu przeciwnika. 21 kwietnia rozpoczął się dramat.

21 kwietnia

Niemieckie przeciwnatarcie rozpoczęło się na wschód od Budziszyna. Niemcy w ciągu 21 kwietnia dość łatwo wyszli na tyły radzieckich jednostek i w ciągu 24 godzin połączyli się z ugrupowaniem, które wiązało siły polskie na północy. W ten sposób główne siły 2 Armii zostały odcięte i okrążone. Jednak sztab armii zupełnie zlekceważył zagrożenie i zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Dziwi to tym bardziej, że przez cały dzień, 22 kwietnia, sztab 2 Armii nie posiadał łączności z dowództwem frontu. W takich okolicznościach wydano rozkaz, by 1 Korpus Pancerny posuwał się na Drezno by po kilku godzinach go odwołać. Tymczasem podczas niemieckiego kontrataku okrążone zostały tyły i sztab 5 dywizji piechoty oraz 16 brygady pancernej. Okrążone jednostki zostały praktycznie zniszczone. Zginął dowódca 5 dywizji generał Aleksander Waszkiewicz, a z 16 brygady ocalał tylko jeden batalion.

22 kwietnia

Tymczasem generał Świerczewski rano 22 kwietnia wydał rozkaz dalszego natarcia na Drezno trzem dywizjom piechoty i korpusowi pancernemu. W ten sposób najbardziej wartościowe jednostki zaczęły oddalać się od rejonu największego zagrożenia w warunkach, gdy przerwane zostały linie zaopatrzeniowe armii i zaczęła szwankować łączność. 1 Korpus Pancerny dotarł pod Drezno w południe

22 kwietnia

Od rana 22 kwietnia sytuacja armii zaczęła się pogarszać. Niemcy zaczęli w wyłom wprowadzać nowe jednostki, a ciężar walk powoli przesuwał się w stronę Budziszyna. Na tyłach 2 Armii zaczynał się prawdziwy dramat. Pozbawione osłony piechoty jednostki artylerii próbowały ogniem na wprost powstrzymać atakujących Niemców ponosząc olbrzymie straty. Niemiecki atak spowodował pogłębiający się z godziny na godzinę chaos, który zapanował w sztabie armii i poszczególnych jednostkach. Zaczęła szwankować łączność, wojska otrzymywały sprzeczne rozkazy (lub nie otrzymywały ich wcale). Co gorsza - w dowodzenie zaczął się coraz wyraźniej wtrącać sztab frontu, który zresztą nie za bardzo wiedział co się w tym rejonie dzieje. Do 7 Dywizji Piechoty dotarł szef sztabu frontu generał Pietrow i zaczął osobiście dowodzić w rejonie Niesky (dywizja nie miała wtedy łączności z sztabem armii). Dopiero w południe generał Świerczewski zdał sobie sprawę z grożącej armii katastrofy i wydał rozkaz wycofania spod Drezna 1 Korpusu Pancernego, który znowu forsownym marszem pokonał tę samą trasę, którą nacierał rankiem tego dnia. Pod Dreznem pozostawiono w obronie 8 i 9 Dywizję Piechoty. Korpus przybył pod Budziszyn wieczorem, lecz z marszu nie mógł opanować sytuacji.

23 - 24 kwietnia

O świecie tego dnia Niemcy wykonali kolejne uderzenie, tym razem bezpośrednio na Budziszyn, który został zdobyty następnego dnia. 1 Korpus Pancerny próbował kontratakiem odzyskać miasto, lecz próba się nie powiodła. Co gorsza 2 Brygada Pancerna poniosła ciężkie w boju spotkaniowym, a następnie okrążona kolejne straty w ludziach i sprzęcie. Także inne jednostki ponosiły straty, a sytuację armii pogarszała wciąż potężna luka pomiędzy jej głównym ugrupowaniem a wolno posuwającymi się do przodu 7 i 10 Dywizją Piechoty.

25 kwietnia

Tego dnia marszałek Koniew musiał osobiście interweniować, by nie dopuścić do całkowitego rozbicia 2 Armii. Rozkazał skierować w ten rejon aż osiem dywizji plus część sił 5 Armii Gwardii. Nakazał także ściągnąć spod Drezna 8 Dywizję Piechoty, co okazało się fatalne w skutkach dla pozostającej tam 9 Dywizji - która w ciągu najbliższych godzin została okrążona.

26 kwietnia

O świcie tego dnia Niemcy wykonali trzecie już uderzenie, które według ich zamierzeń miało doprowadzić do rozbicia polskiej armii i przebicia się niemieckiego ugrupowania na północ. Z rejonu Budziszyna zaatakowały 1 Dywizja Spadochronowo - pancerna HG i 20 Dywizja Pancerna. Zbieżne uderzenie na Königswarthę wykonywała dywizja Brandenburg, która miała odciąć 9 Dywizję Piechoty i połączyć się z ugrupowaniem północnym: 2 Dywizją Grenadierów Pancernych HG i brygadą "Wolna Ukraina". Niemieckim celem była Königswartha, gdzie mieściły się główne magazyny amunicyjne 4 Armii Pancernej. Niemieckie uderzenie spadło na 8 Dywizję Piechoty, która mimo ofiarności żołnierzy musiała cofnąć się z zajmowanych pozycji. Na niewiele się zdało wprowadzenie do walki 1 Korpusu Pancernego i resztek 5 Dywizji Piechoty. Tymczasem do rejonu walk wreszcie zaczęły zbliżać się 7 i 10 Dywizja Piechoty, jednak odległość między zgrupowaniami nadal była zbyt wielka. Dopiero 28 kwietnia za cenę olbrzymich strat udało się sytuację pod Budziszynem ustabilizować, a w dniach 29 i 30 kwietnia przy pomocy jednostek radzieckich natarcie niemieckie zostało zatrzymane.

Tragedia 9 Dywizji

25 kwietnia zginął oficer łącznikowy 9 Dywizji. Niemcy znaleźli przy nim rozkazy wycofania jednostki wraz z mapą z naniesiona marszrutą na nowe pozycje. Niemcy postanowili wykorzystać nadarzającą się okazję i zniszczyć jednostkę. Do dowódcy dywizji rozkaz o wycofaniu dotarł dopiero 26 kwietnia, lecz pułkownik Aleksander Łaski zignorował informacje o zagrożeniu i wycofanie miało nastąpić trzema nie ubezpieczonymi kolumnami. Tymczasem strona niemiecka na trasie marszu przygotowała wiele zasadzek. W jedną z nich w miejscowości Horky wpadła kolumna wioząca 300 rannych. Niemcy nie brali jeńców. Główne siły dywizji zaczęły wycofywać się wieczorem 26 kwietnia. Kolumny marszowe atakowane były od tego momentu ze wszystkich stron. W najtrudniejszej sytuacji znalazł się 26 pułk piechoty. Kolumny maszerowały w coraz większym nieładzie, aż rankiem 27 kwietnia w dolinie pomiędzy Panschwitz, Kuckau i Crostwitz 26 pułk wpadł w zasadzkę. Polscy żołnierze stłoczeni na otwartej przestrzeni byli łatwym celem dla karabinów maszynowych i moździerzy. Ranny został pułkownik Łaski i dostał się do niewoli, a z zasadzki wydostała się garstka żołnierzy. 9 Dywizja w tym momencie przestała istnieć jako jednostka bojowa (na przykład 26 pułk stracił 75 procent stanu), a tymczasem sztab armii nie wiedząc nic o jej położeniu wydawał jej coraz to nowe rozkazy.

Najważniejszym pytaniem, jakie pojawia się przy analizowaniu bitwy, dotyczy celu niemieckiego natarcia. Przede wszystkim trzeba raczej odrzucić tezę, że celem kontrnatarcia było przyjście z odsieczą Berlinowi. Przede wszystkim siły niemieckie były na to zbyt szczupłe i nawet w warunkach niedoskonałej łączności (a taki fakt nie miał miejsca) dowództwo niemieckie wiedziało czym dysponuje. Ponadto w chwili, gdy wydawany był rozkaz do ataku, czołówki radzieckie jeszcze nie dotarły do Berlina (zewnętrzny pierścień obronny został przełamany w nocy z 19 na 20 kwietnia, wtedy też rozpoczął się kontratak pod Budziszynem) i wydawanie takiego rozkazu nie miało sensu.

O wiele bardziej prawdopodobna tezą jest chęć przywrócenia w tym rejonie stabilnej linii frontu i pośrednio odciążenie broniących się w lasach na południe od Berlina jednostek 9 Armii i części 4 Armii Pancernej. Podjęcie takie zamierzenia o skali Grupy Armii a nie całego frontu było o wiele bardziej wykonalne, zwłaszcza, że można było się spodziewać potencjalnie słabszych jednostek znajdujących się na skrzydle głównego ugrupowania atakującego Berlin. Za podjęciem takiego właśnie zadania przemawiają inne fakty. Wspomniane już wcześniej lokalne kontruderzenie na skrzydło radzieckiej 52 Armii zakończyło się pewnym sukcesem, gdyż jak wspomina marszałek Koniew, armia ta swoje zadania wykonywała "dosyć niemrawo". Brak większej reakcji radzieckiej mógł podpowiedzieć dowództwu niemieckiemu, że po podciągnięciu posiadanych i spodziewanych jednostek pancernych będzie można wykonać na tyle silne uderzenie, że zagrożone zostanie skrzydło radzieckiego frontu. Za taka decyzja przemawiał także zacięty opór, jakie stawiły jednostki niemieckie w miejscowości Spremberg i to miejsce mogło być celem terenowym niemieckiego kontruderzenia. Przywrócenie nad Nysą stabilnego frontu mogło rzeczywiście pomóc Berlinowi i tylko w takim kontekście można twierdzić, że celem niemieckiego kontruderzenia miał być Berlin.

W bitwie po stronie niemieckiej wzięło udział kilka nietypowych jednostek. Pierwsze uderzenie 2 Armii podczas operacji berlińskiej spadło na Dywizję Grenadierów Pancernych "Brandenburg". To bardzo interesująca jednostka, bowiem bardzo rzadko się zdarza, by na pierwszej linii frontu jako zwykła piechota walczyli ... komandosi. Jednostki "Brandenburg" w trakcie wojny zasłynęły z wielu spektakularnych akcji, jednak realia zmusiły w końcu do wykorzystania niemieckich komandosów jako zwykłej jednostki frontowej. I tak właśnie powstała Dywizja Grenadierów Pancernych "Brandenburg". Od stycznia do 15 kwietnia dywizja ciągle znajdowała się w boju - w styczniu przerzucona w trybie alarmowym z Prus Wschodnich w okolice Kielc nie zdążyła wejść do walki jako całość i pod naciskiem ofensywy styczniowej została wycofana wraz dowództwem Korpusu Grossdetschland w rejon przyszłej Bitwy Łużyckiej. Tu nad Nysą prowadziła cały czas walki obronne co spowodowało znaczne osłabienie jednostki. W dniu rozpoczęcia operacji berlińskiej jej obrona została przełamana, a dywizja z ciężkimi stratami wycofała się w rejon na południe od Budziszyna. Tu część jej oddziałów brała udział w kontrataku niemieckim. Dzieje dywizji zostały zakończone w rejonie Drezna, gdzie znalazła się po 30 kwietnia.

W niemieckim kontrataku prawdopodobnie wzięły udział jednostki pancerne Waffen SS. Niektóre źródła wspominają o tym, że były to najpierw 10, a potem 2 dywizja. Jest to o tyle ważne, że dywizje Waffen SS były ostatnimi jednostkami pancernymi w armii niemieckiej, których nie dotknęły cięcia etatów. Wprawdzie po niepowodzeniach, jakie na początku 1945 roku doznała 6 Armia Pancerna SS na Węgrzech Hitler stracił sporo zaufania do swej gwardii, to jednak wciąż były to silne i doskonale wyszkolone jednostki. Polacy spotykali się z nimi kilka razy. Obie dywizje - 10 i 2, walczyły z 1 Dywizją Pancerną pod Falaise w sierpniu 1944 roku. "Druga pancerna" doznała tam znacznych strat i musiała być odbudowana niemal od zera. "Dziesiąta pancerna" razem z bliźniaczą "dziewiątą" próbowały odblokować worek Falaise, a ich atak spadł właśnie na polskie jednostki. Z 10 Dywizją spotkali się następnie polscy spadochroniarze pod Arnhem.

Część źródeł wspomina o tym, że polscy żołnierze zetknęli się w tym rejonie z "własowcami". Określenie jest to trochę nieprecyzyjne, gdyż tym mianem określano i nadal określa się wszelkie oddziały rosyjskojęzyczne walczące po stronie Wehrmachtu. Pomijając już fakt, że wśród jeńców tego typu osób musiało być wiele, gdyż w formacjach tyłowych znajdowało się wiele tak zwanych "hiwi" - pomocników, którzy woleli służyć w niemieckim wojsku niż trafić do obozu jenieckiego. "Własowców" w tym rejonie nie było, ale jest bardzo prawdopodobne, że 2 Armia natknęła się na 600 Dywizję Piechoty, która w dokumentach niemieckich określana jest jako "rosyjska nr 1". Nie podlegała ona pod rozkazy generała Andrieja Własowa, który swoją Rosyjską Oswoboditielną Armię koncentrował w tym czasie w rejonie Pragi, lecz była jeszcze jedna nieniemiecką dywizją pod rozkazami, których w końcowym okresie wojny powstawało wiele. Część autorów wspomina także o "7 pułku piechoty Własowa", ale nic więcej o tej jednostce nie wiemy.

Wspomniany już wcześniej Korpus pancerny Grossdeutschland był jedną z ciekawszych jednostek w Wehrmachcie. Można śmiało stwierdzić, że była to jednostka elitarna, o wysokich walorach bojowych. Spotyka się ją przede wszystkim na froncie wschodnim, gdyż walka ze "światowym bolszewizmem" była jednym z zadań jej żołnierzy. Szlak bitewny jednostek wchodzących w skład korpusu jest bardzo długi. W interesującym nas najbardziej okresie korpus był już tylko cieniem dawnej świetności, gdyż jego jednostki porozrzucane były po całym froncie wschodnim i podlegały różnym dowództwom. W kwietniu 1945 roku sztab korpusu znajdował się niemal na linii ataku polskiej armii w miejscowości Spreefurt. Pod jego rozkazami znajdowała się wspomniana dywizja Brandenburg oraz utworzona z jednostek ochronnych Dywizja Przyboczna Führera.

Kolejnymi elitarnymi jednostkami, z którymi przyszło walczyć Polakom było dywizje spadochronowo - pancerne Hermann Göring. Wbrew temu, co w świadomości wielu Polaków utrwalił serial "Czterej pancerni i pies" nie były to dywizje SS, lecz stworzone z nadwyżek Luftwaffe, czyli po prostu jeszcze jeden kaprys marszałka Göringa. W ich nazwie znalazł się człon "spadochronowa", lecz jej żołnierze w większości nawet nie byli przeszkoleni do takich zadań i walczyli wyłącznie na ziemi. Dywizje te były trudnym przeciwnikiem, o czym zresztą przekonali się polscy pancerniacy pod Studziankami. W rejonie Budziszyna jednostki HG odtwarzały swoja zdolność bojową. Podobnie jak do dywizji Waffen SS czy korpusu Grossdeutschland, właśnie do nich najszybciej trafiał nowy sprzęt i nowi żołnierze z uzupełnień.

Warto by zająć się także czymś, co potocznie można nazwać "plamą na honorze Świerczewskiego". Wstępna analiza przebiegu bitwy wskazuje na to, że sztab 2 Armii nie pracował na wysokim poziomie. Zawodziło współdziałanie między poszczególnymi jednostkami, dopuszczono do nadmiernego rozczłonkowania armii co ułatwiło działanie stronie niemieckiej. Osobna kwestią jest to, że oddziałom niemieckim udało się w pełni zaskoczyć 2 Armię. Było to możliwe tylko dlatego, że po stronie polskiej nie istniał wywiad szczebla operacyjnego. Rozpoznanie spoczywało w rękach sztabów radzieckich i możemy tylko przypuszczać, że dowództwo frontu wiedziało o przygotowywanym ataku i nie przekazało tego stronie polskiej albo, że także zostało tym zaskoczone. Pewną wskazówką mogą być wspomnienia marszałka Koniewa. W jego memuarach kontratak niemiecki nie zajmuje zbyt wiele miejsca co wskazywać by mogło, że dowództwo frontu nie uważało sytuacji za zbyt groźbą (co przemawia także za tym, że cele niemieckiego ataku były bliższe niż dalsze). Jednak momentami sytuacja musiały być co najmniej niepokojąca, skoro codziennie do sztabu 2 Armii przyjeżdżał szef sztabu frontu, a potem Koniew oddelegował tam swojego stałego przedstawiciela. Tu nasuwa się pytanie - czy sztab 2 armii nie radził sobie z zaistniałą sytuacją i dowodzenie formalnie przejął ktoś inny, czy przedstawiciel Koniewa pełnił tylko funkcję łącznikową? Na te pytania nie można jeszcze dać jednoznacznej odpowiedzi.

We wnioskach końcowych trzeba zapisać przede wszystkim dwie sprawy. Po pierwsze oczywistym wydaje się konieczność opracowania monografii opisującej zarówno wysiłek polskich żołnierzy podczas wszystkich bitew frontu wschodniego, jak i podczas poszczególnych starć. Zasadniczym brakiem dotychczasowych opracowań jest, oprócz nalotu propagandowego, brak szczegółowych i rzetelnych danych, przez co, jak właśnie w przypadku bitwy budziszyńskiej, poszczególni autorzy wzajemnie sobie zaprzeczają. Zarzut ten dotyczy w równym stopniu działań jednostek polskich jak i niemieckich, którymi zresztą mało kto się zajmował, bo nie było to mile widziane przez poprzednie władze polityczne. Skutek tego jest taki, że w powszechnej świadomości utrwalony jest "serialowy" obraz niemieckiej armii i niemieckich żołnierzy. Chwały to nikomu, a już na pewno polskim żołnierzom, nie przynosi.

Po drugie ta akurat bitwa stanowi ciekawa podstawę badawczą do opisania zachodzących podczas niej kontaktów żołnierzy polskich z miejscową, rodzimą ludnością serbołużycką. Znane są bowiem fakty, że ludność ta pomagała ukrywającym się żołnierzom polskim, gdy kilka jednostek 2 Armii dostało się w okrążenie. Ciekawy i łatwy do przewidzenia, chociaż także wymagający zbadania, będzie również stosunek do nich żołnierzy radzieckich wkraczających na te tereny.

Ponadto bitwa budziszńska jeszcze raz pokazała, że wyszkolenie oficerów niemieckich zawsze stało na wysokim poziomie. W warunkach trudnej do wyobrażenia sobie improwizacji zorganizowano i dosyć skutecznie przeprowadzono silne kontruderzenie, które przynajmniej w odniesieniu do dwóch armii (to jest 2 Armii Wojska Polskiego i 52 Armii Radzieckiej) spowodowało całkowitą zmianę ich wcześniejszych planów operacyjnych. Zorganizowanie w ciągu kilku dni w ramach dwóch (lub trzech) dowództw korpusów ataku dywizji, które nigdy ze sobą nie współpracowały, stawia wysokie świadectwo sztabom niemieckim.

Na wysoka ocenę raczej nie zasługuje sztab 2 Armii, jednak część winy nie leży po stronie polskiej. Wspomniane już wcześniej braki w uzyskiwaniu informacji wywiadowczych, a także chroniczny brak wysokokwalifikowanej kadry oficerskiej (Katyń) odbijał się na wszystkich ówczesnych jednostkach Wojska Polskiego, także walczących na froncie zachodnim. Podkreślić natomiast należy niesamowite poświęcenie zwykłych żołnierzy, którzy nie tylko w tej, ale i we wszystkich bitwach stoczonych na Wschodzie, braki w wyszkoleniu, a zwłaszcza doświadczeniu bojowym nadrabiali walecznością i zaciętością w walce.

Kontrastem do tego jest postawa najwyższego dowództwa. Generał Świerczewski, delikatnie mówiąc, nie stanął na wysokości zadania. Propagandowy bohater wojny w Hiszpanii, w 1941 roku dowodził radziecką 248 dywizją piechoty, która została całkowicie rozbita w kotle pod Wiaźmą. Z dywizji ocalało tylko 5 żołnierzy i jej dowódca. Świerczewskiego odsunięto wtedy od dowodzenia i przesunięto do szkolenia. Przed objęciem dowództwa 2 Armii nie dowodził on żadnym większym związkiem - korpusem czy armią. Nie miał potrzebnego doświadczenia by zorganizować atak armii w warunkach słabego oporu nieprzyjaciela, nie mówiąc już o ciężkiej bitwie z jednostkami pancernymi. Lista błędów popełnionych przez Świerczewskiego jest bardzo duża. Zmienił on na przykład ugrupowanie armii, która według założeń sztabu frontu miała większość swoich sił zgrupować frontem na południe dla ochrony przed ewentualnym kontratakiem. Ta fatalna w skutkach decyzja zaważyła na losie tysięcy żołnierzy. Sztab armii nic nie wiedział o siłach, z którymi miała walczyć. Rozpoznano na pierwszej linii tylko 9 z 13 batalionów broniących się bezpośrednio za Nysą. Jakie wojska są dalej nie wiedziano nic.

Przed bitwą w sztabie armii panował niemal optymistyczny nastrój. Nic więc dziwnego, że 1 Korpusowi Pancernemu wydano rozkaz osiągnięcia Drezna w ciągu zaledwie kilku dni. Jego dowódca, generał Józef Kimbar, w wydanym 15 kwietnia rozkazie pisał: "Pancernych i zmotoryzowanych oddziałów nieprzyjaciela nie stwierdzono". Rzeczywistość miała być diametralnie inna.

Bibliografia:

Eberhard Berendt, Die Kämpfe um Weißenberg und Bautzen im April 1945. Podzun - Pallas. Wölferheim-Berstadt 1999.

Historia Drugiej Wojny Światowej 1939-1945, t. 10, Warszawa 1983.

Kazimierz kaczmarek, Druga armia Woujska Polskiego, Warszawa 1978.

Kazimierz Kaczmarek, Polacy na polach Łużyc, Warszawa 1980.

Stanisław Komornicki, Regularne jednostki Ludowego Wojska Polskiego. Formowanie, działania bojowe, organizacja, uzbrojenie, metryki jednostek kawalerii, wojsk pancernych i zmotoryzowanych. Warszawa 1987.

Iwan Koniew, Notatki dowódcy frontu 1943-1945. Warszawa 1986.

Edward Kospath - Pawlikowski, Wojsko polskie na Wchodzie 1943-1945. Pruszków 1993.

Organizacja i działania bojowe ludowego Wojska Polskiego w latach 1939-1945, t. 3. Wybór dokumentów. Warszawa 1965.

Tadeusz Sawicki, Niemieckie wojska lądowe na froncie wschodnim czerwiec 1944 - maj 1945 (struktura). Warszawa 1987.

Tadeusz Sawicki, Załamanie niemieckiego frontu wschodniego w 1945 r. Warszawa 1983.

Horst Scheibert, Panzer Grenadier Division Grossdeutschland. Squadron Signal Publications. Carollton 1987.

Michał Wasilewski, Polskie jednostki pancerne 1939 - 1995. Warszawa 1996.

Ankieta

Czy jesteś za ustawieniem przy drogach wojewódzkich, krajowych i międzynarodowych na terenach województw dolnośląskiego i lubuskiego tablic informujących o wjeżdzie na Łużyce Górne i Dolne?
Tak - 90.3%
Nie - 7.4%
Nie wiem - 2.3%
Wszystkich głosów: 257
Głosowanie się już skończyło o: wrzesień 9, 2016
1999-2017 © Stowarzyszenie Polsko-Serbołużyckie PROLUSATIA
ontwerp en implementering: α CMa Σείριος