Piotr Pałys 

Wśród całej plejady serbołużyckich przyjaciół Polski i Polaków postać Wojciecha Kócki zajmuje miejsce szczególne. Ten jeden z najbardziej zasłużonych dla polskiej nauki antropologów i archeologów w dziejach stosunków polsko - serbołużyckich zajmuje miejsce wręcz sztandarowe. O ile jednak jego dokonania naukowe stały się w jego drugiej ojczyźnie - Polsce - przedmiotem szeregu opracowań, to działalność Wojciecha Kócki w serbołużyckim ruchu narodowym jak dotąd doczekała się jedynie niewielu wzmianek. Zanim jednak przejdziemy do omówienia jego poczynań na tym polu kilka danych biograficznych. 

Wojciech Kócka urodził się 13 października 1911 r. w leżącym niedaleko Budziszyna Wownjowie. Po ukończeniu gimnazjum w Budziszynie rozpoczął studia w Instytucie Pedagogicznym w Dreźnie. Jednak wkrótce wyjeżdża do Polski, by od 1932 r. pod kierunkiem profesorów Józefa Kostrzewskiego, Karola Stojanowskiego i Eugeniusza Frankowskiego studiować na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Poznańskiego archeologię, antropologię i etnografię. W 1936 r. uzyskał tytuł magistra filozofii z zakresu wymienionych dyscyplin na podstawie pracy unow, Konjecy, Ralbicy, Dobrośicy, Wownjow i Chróscicy pod względem antropologicznym. Po ukończeniu studiów zdecydował się kontynuować karierę naukową na poznańskiej uczelni, zostając asystentem w Instytucie Prehistorii i aktywnie włączając się w prace wykopaliskowe na terenie wczesnośredniowiecznego grodu w Poznaniu, pochodzącego z tego samego okresu podgrodzia w Gnieźnie oraz grodu kultury łużyckiej w Biskupinie, w których uczestniczył już jako student. Jego wkład w odkrycie Biskupina został zresztą bardzo wysoko oceniony - w 1937 r. za położone tam zasługi Kócka został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. W rok później dokonał doniosłego życiowego wyboru, przyjmując polskie obywatelstwo. Do wybuchu wojny zdążył opublikować kilka artykułów z zakresu antropologii i archeologii, czyli z dziedzin naukowych którym miał pozostać wierny przez cała swą naukową karierę[1].

Kócka nie stał biernie w obliczu coraz wyraźniejszego niemieckiego niebezpieczeństwa. W 1935 lub 1936 r. oficer polskiego wywiadu wojskowego o pseudonimie Michał nawiązał kontakt z nim i innym studiującym w Poznaniu Serbołużyczaninem Pawołem Nowotnym. Weszli oni wówczas w skład nieformalnej struktury o charakterze trójkowym, grupującej grono serbołużyckich patriotów, m.in. także Pawoła Nedęstwa. W 1935ezana, Jurija Cyza i Pawoła Cyza[2].

Wojnę spędził na terenie tzw. Generalnej Gubernii, pracując w spółdzielni ogrodniczej. Także wówczas, mimo iż był poszukiwany przez gestapo, włączył się w działalność podziemną, ucząc na tajnych kompletach. Po wojnie powrócił na Łużyce, jednak w 1947 r. postanowił kontynuować w Polsce karierę naukową. Początkowo osiadł we Wrocławiu, obejmując stanowisko adiunkta, a od 1954 r. docenta w Katedrze Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Tam też w 1948 r. powstała jego praca doktorska pt. Wczesnodziejowa antropologia Słowian Zachodnich. W 1955 r. przeniósł się do Poznania, obejmując kierownictwo Zakładu Archeologii Polski Instytutu Historii Kultury Materialnej PAN oraz zostając docentem w Katedrze Archeologii Uniwersytetu Poznańskiego. W 1960 został tam kierownikiem Katedry Archeologii Polski. W 1959 r. mianowany został profesorem nadzwyczajnym. W 1958 r. ukazuje się drukiem dzieło życia Profesora, dotąd nie mająca równego sobie odpowiednika w literaturze naukowej praca Zagadnienia etnogenezy ludów Europy. Zarówno w okresie wrocławskim jak i poznańskim spod pióra Kócki wyszło szereg artykułów dokumentujących jego naukowe dokonania na polu archeologii i antropologii. Niestety, przedwczesna śmierć 18 listopada 1965 r. przerwała tą wspaniale rozwijającą się karierę naukową[3]. 

Jak już wspomnieliśmy, po zakończeniu działań wojennych Kócka powrócił na Łużyce, by natychmiast włączyć się w proces odbudowy serbołużyckiego życia narodowego. Wkrótce objął funkcję kierownika sekretariatu głównego reaktywowanej już 10 maja 1945 r. Domowiny. W tym samym czasie powstał w Pradze drugi ośrodek serbołużycki. Był to Łuziskoserbski Narodny Wubjerk (ŁNW), początkowo koncentrujący się głównie na działaniach o charakterze dyplomatycznym. W końcu sierpnia 1945 r. przeniósł się on do Budziszyna, pozostawiając w Pradze jedynie sekretariat. Gdy 31 października 1945 r. ŁNW zreorganizował się i poszerzył swój skład, jego członkiem został również Wojciech Kócka[4]. Wszedł on także do namiastki serbołużyckiego parlamentu, w postaci wybranego przez przedstawicieli wiejskich i obwodowych serbołużyckich komitetów narodowych 21 osobowego Łuziskoserbskieho Zemskeho Narodneho Wubjerka (ŁZNW)[5]. W tym czasie m.in. z ramienia Domowiny prowadził także rozmowy z funkcjonariuszami KPD[6].

Mimo rozlicznych obowiązków nie zapomniał o propagowaniu sprawy Łużyc w swej drugiej ojczyźnie. W lipcu 1945 r. nawiązał kontakt z działaczami Polskiego Związku Zachodniego[7]. Podjął także współpracę z redakcją będącej jego organem Polski Zachodniej. Na jej łamach dwukrotnie przedstawiał aktualną sytuację na Łużycach, szczególnie mocno akcentując nieprzejednany mimo wojennej klęski, stosunek Niemców wobec Serbołużcej[8] oraz zwracając polskiej publiczności uwagę na fakt zalania Łużyc przez niemieckich uchodźców, darzących Polaków i Czechów znacznie większą nienawiścią niż Rosjan[9].

Na początku 1946 r. jakże przyjazna Serbołużyczanom katowicka Odra w obszernym wywiadzie przedstawiła poglądy Kócki na zagadnienie Łużyc. W ich świetle serbołużycki program maksimum sprowadzał się do uzyskania pełnej niezawisłości w miniaturowym państwie na wzór Luksemburga czy Andorry. Koncepcja taka miałaby wszelkie szanse powodzenia, gdyż w powstałej po wojnie konfiguracji geopolitycznej Łużyce znalazły się pomiędzy granicami Polski i Czechosłowacji i nie tworzyłyby żadnej odosobnionej enklawy. Do przyjęcia byłaby również autonomia w obrębie Czechosłowacji lub Polski. Względy geograficzne przemawiały za tą drugą ewentualnością, jednakże wśród ludności serbołużyckiej przeważała orientacja proczeska. Według Kócki w grę miał wchodzić obszar 11 łużyckich powiatów, o powierzchni 125000 km kw. Z około 250 tysiącami Serbołużyczan, wliczając w tą liczbę także elementy zniemczone. W wywiadzie tym przedstawił on także koncepcję przesiedlenia najbardziej na zachód wysuniętych serbołużyckich osad nad Nysę, przy równoczesnym wysiedleniu stamtąd Niemców[10]. 

Na początku 1946 r. ŁZNW delegował Kóckę do Polski, zwracając się jednocześnie do premiera Edwarda Osóbki - Morawskiego z prośbą o przyjęcie delegata Komitetu w charakterze pełnomocnego przedstawiciela narodu serbołużyckiego oraz przyjęcie z jego rąk memorandum ŁZNW[11]. Stało się tak co prawda częściowo przez przypadek, gdyż mający się pierwotnie udać do Polski, zgodnie z poczynionymi w połowie grudnia 1945 r. ustaleniami, Jurij Jeśkij zachorował[12]. Trudno jednakże byłoby znaleźć kandydata bardziej predystynowanego do podjęcia się tej misji. Kóčka powszechnie był przecież uważany za polonofila[13].

Mimo to przyjęty został w Warszawie z wyraźnym dystansem. W tym samym czasie dotarł bowiem do MSZ odpis memoriału ŁZNW do Narodów Zjednoczonych wraz z załączonymi doń mapami, na których zaznaczony został obszar przyszłego państwa łużyckiego oraz tereny łużyckie, zarówno na obszarze Niemiec jak i na polskich Ziemiach Odzyskanych. W Ministerstwie Spraw Zagranicznych zaproponowano więc wysłannikowi z Budziszyna aby próbował szukać kontaktów z czynnikami oficjalnymi za pośrednictwem polskiego Komitetu Słowiańskiego. Ten jednak obstawał przy oficjalnym charakterze swojej misji[14]. Jednocześnie zwrócił się o audiencję u naczelnych władz Polski i wyraził zadowolenie z dotychczasowego poparcia rządu polskiego dla sprawy Łużyc. Starał się także uspokoić obawy wywołane treścią niektórych wychodzących z kręgów ŁNW materiałów tłumacząc, że chodzi w tym wypadku jedynie o oznaczenie etnograficznego obszaru całych Łużyc, nie mające nic wspólnego z jakimikolwiek pretensjami do polskich ziem na wschód od Nysy Łużyckiej[15]. Podjął również kwestię zwolnienia Serbołużyczan - żołnierzy armii niemieckiej - przebywających w niewoli na terenie Polski. Z prośbą w tej sprawie zwrócił się do MSZ już 22 lutego 1946 r., jednocześnie proponując swój udział w komisji wyznaczonej do przeprowadzenia tej akcji[16].

Wiosną 1946 r. Kócka powrócił w rodzinne strony. W dniu 16 kwietnia 1946 r. wziął udział w charakterze przedstawiciela Górnych Łużyc w obchodach Dnia Narodowego, upamiętniającego wkroczenie na Łużyce wojsk radzieckich i polskich, a mającego stanowić serbołużyckie święyc w[17]. W sierpniu 1946 r. wraz z przewodniczącym Domowiny Pawołem Nedo uczestniczył w rozmowach z Serbołużyczanami z Łużyc Dolnych[18].

Trzynastego listopada 1946 r. Wojciech Kócka został wybrany na sekretarza budziszyńskiego Komitetu Słowiańskiego[19]. W styczniu 1947 r. jest już we Wrocławiu, gdzie obejmuje stanowisko asystenta w Zakładzie Antropologii tamtejszego uniwersytetu[20].

W tym czasie serbołużyccy działacze narodowi przygotowywali kolejne wystąpienie w sprawie Łużyc licząc, że w związku z zaplanowaną w Moskwie ( odbyła się ona w dniach od10 lutego do 24 kwietnia 1947 r.) konferencją ministrów spraw zagranicznych czterech mocarstw poświęconą kwestiom Niemiec i Austrii uda się wreszcie postawić na forum międzynarodowym kwestię Łużyc[21]. W związku z tym Kócka proponował aby z konkretnymi propozycjami wydzielenia Łużyc z obszaru Niemiec zwróciła się do rządów poszczególnych państw Łuziskoserbska Narodna Rada (ŁSNR), zaś Komitet Słowiański i Domowina wsparły jej działania na terenie państw słowiańskich.[22]. Jak wynika z jego korespondencji z sekretarzem Domowiny Pawołem Nowotnym, wziął on również udział w przygotowywaniu materiałów na konferencję przedstawicieli mocarstw opracowując, jak to określił, ślesko - łuziske teritorijalna aktualja[23].

Wystąpienie do rządów wielkich mocarstw wspomóc miała wzmożona akcja dyplomatyczna i propagandowa w poszczególnych krajach słowiańskich. W Budziszynie liczono, że tą drogą uda się skłonić rządy poszczególnych państw do poparcia serbołużyckich postulatów w Moskwie. W lutym 1947 r. Jurij Wicaz zapewniał polskiego wiceministra spraw zagranicznych Zygmunta Modzelewskiego, że umiędzynarodowienia kwestii Łużyc podejmie się Jugosławia przy poparciu Czechosłowacji, a do sprawy Łużyc udało się pozyskać wiceministra spraw zagranicznych ZSRR Andrjeja Wyszyńskiego[24].

Pod koniec marca 1947 r. w poczynania te włączył się także Kócka. Występując w charakterze sekretarza Komitetu Słowiańskiego w Budziszynie, zwrócił się do wicepremiera i ministra Ziem Odzyskanych Władysława Gomułki z prośbą o przyjęcie delegacji przebywających w Polsce Serbołużyczan przez przedstawicieli rządu oraz o pośrednictwo u czynników radzieckich w umożliwieniu wyjazdu do Moskwy serbołużyckiej delegacji[25].

W dniach 15 - 21 maja 1947 r. Kócka wraz z Arnośtem Cernikiem przeprowadzili w Warszawie szereg rozmów przedstawicielami kilku ministerstw oraz zostali przyjęci przez wicepremiera Gomułkę[26]. W tym czasie polskie czynniki oficjalne coraz bardziej usztywniały swe stanowisko w kwestii Łużyc, odchodząc od dotychczasowej praktyki niezobowiązującego popierania słusznej sprawy. W coraz bardziej gęstniejącej atmosferze w stosunkach międzynarodowych w Warszawie uznano, że wszelkie zmiany status qvo na Łużycach stanowić mogą niebezpieczny dla ustaleń cego popierania słusznej sprawy. W coraz bardziej gęstniejącej[27]. Jasno dał to do zrozumienia swym serbołużyckim rozmówcom polski wicepremier stwierdzając, że żądania serbołużyckiego Komitetu Narodowego są nierealne, a i Domowina posuwa się w swych poczynaniach zbyt daleko. W chwili obecnej dla Polski najważniejsza jest sprawa granicy zachodniej i usunięcie z Polski wszystkich Niemców. Dopiero po ostatecznym i definitywnym załatwieniu tych problemów być może zaistnieje możliwość załatwienia kwestii łużyckiej i być może Polska włączy się w nią, tymczasem jednakże jest to niemożliwe[28].

Z coraz większej iluzoryczności serbołużyckich postulatów zdawał sobie zresztą Kócka sprawę już wcześniej. Dwudziestego szóstego lutego 1947 r. pisał do sekretarza Domowiny Pawoła Nowotnego, że nie ma co liczyć na wsparcie przez państwa zachodnie pomysłu wydzielenia Łużyc z obszaru Niemiec. Sprawę tą mogłyby przeforsować jedynie państwa słowiańskie, i to jedynie w wypadku okazania w tym względzie wielkiej determinacji, której jednakże z polskiej perspektywy Kócka nie dostrzegał. Zalecał więc podjęcie wszelkich możliwych kroków, aby przekonać rządy państw słowiańskich o potrzebie domagania się dla Łużyc przynajmniej daleko idącej autonomii terytorialnej[29]. 

Sam podjął energiczne działania w tym kierunku w czasie odbytego w czerwcu 1947 r. w Warszawie plenum Komitetu Wszechsłowiańskiego. Niestety, mimo posiadanych pełnomocnictw Komitetu Słowiańskiego w Budziszynie nie tylko nie został dopuszczony do obrad plenarnych, w których wzięli udział jedynie przedstawiciele pięciu państw słowiańskich, ale uniemożliwiono mu nawet udział w zorganizowanej we Wrocławiu manifestacji słowiańskiej solidarności oraz w towarzyszących plenum bankietach. Mimo to udało mu się skłonić przedstawicieli Komitetu Słowiańskiego w Polsce do wystąpienia z inicjatywą powołania w Belgradzie Jugosłowiańsko - Polsko - Czechosłowackiego komitetu koordynacyjnego do spraw łużyckich przy Komitecie Wszechsłowiańskim. Dostrzegając postępujący proces coraz ściślejszego podporządkowywania sobie przez ZSRR pozostałych partnerów Kócka stwierdzał, iż ruch wszechsłowiański jest w aktualnej sytuacji dla Serbołużyczan najprzystępniejszym forum dla przedstawiania ich racji, co w kontekście sposobu w jaki został potraktowany w trakcie obrad warszawskiego plenum dobitnie świadczy do jakiego stopnia ograniczone zostało wówczas pole politycznego manewru w kwestii Łużyc. W rozmowie z sekretarzem Komitetu Wszechsłowiańskiego Moczałowem uzyskał również Kócka zapewnienie, że Serbołużyczanom zapewnione zostaną możliwości rozwoju kulturalnego, lecz kwestia Łużyc nie może być dyskutowana przed ostatecznym załatwieniem sprawy granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Wrocławski naukowiec słusznie wypowiedź tą zinterpretował jako tożsamą z oficjalnym stanowiskiem rządu radzieckiego[30].

Wyniki przytoczonych powyżej rozmów doprowadziły go do konkluzji, że kwestia Łużyc, głównie za sprawą aktualnej konstelacji międzynarodowej, znalazła się w niezwykle trudnej sytuacji. My z hł w niezwykle trudnejrebijemy, pisał w lipcu 1947 r. Dlatego jego zdaniem należało starać się uzyskać to co na chwilę ówczesną było do uzyskania możliwe, realizację dalej idących postulatów odkładając do chwili pojawienia się bardziej sprzyjających okoliczności. To minimum wówczas stanowić miało administracyjne zjednoczenie obu części Łużyc oraz zredukowanie liczby przebywających tam uciekinierów i przesiedleńcóebijemy,[31].

Podobnie pragmatycznie starał się postępować także w swych staraniach o umożliwienie powrotu na tereny leżące na wschód od Nysy pochodzącym z tamtąd Serbołużyczanom, zwolnienie z polskich obozów żołnierzy armii niemieckiej narodowości serbołużyckiej, sprowadzenie do Polski jak najliczniejszej grupy serbołużyckicj uczniów i studentów czy uzyskanie pomocy gospodarczej.

Ta pierwsza kwestia wynikła z omyłkowego wysiedlenia wraz z Niemcami z przypadłych Polsce terenów kilkudziesięciu serbołużyckich rodzin. Fakt ten bardzo negatywnie przyjęty został przez społeczność serbołużycką[32]. Jednakże gwoli sprawiedliwości stwierdzić należy, że władze polskie szybko na ten fakt zareagowały i podjęły starania aby pozostałym jeszcze w Polsce Serbołużyczanom zapewnić ochronę. Wojewoda wrocławski Stanisław Piaskowski już 29 lutego 1946 r. wydał okólnik w sprawie wyłączania Serbołużyczan z transportów repatriacyjnych[33]. W czerwcu 1946 r. wydał polecenie aby traktować przebywających na podległym mu obszarze Serbołużyczan analogicznie jak polską ludność autochtoniczną i zapewnić im pełną ochronę i opiekę[34]. W listopadzie tegoż roku również Ministerstwo Ziem Zachodnich nakazało wojewodzie wrocławskiemu zwrócić szczególną uwagę aby do transportów repatriacyjnych nie trafili Serbołużyczanie[35] oraz ustalić ich liczbę na podległym mu terenie[36].

W styczniu 1947 r. Kócka uzyskał od władz zgodę na powrót na teren Polski wszystkich wysiedlonych Serbołużyczan, także tych zniemczonych, i na osiedlenie ich nad Nysą Łużycką. Zdaniem Kócki najlepiej byłoby umieścić ich na wysokości Muzakowa, co pozwoliłoby im nawiązać kontakt z etnograficznie serbołużyckim obszarem po drugiej stronie Nysy. Wraz z nimi powinien przybyć ewangelicki pastor oraz nauczyciel oraz pewna liczba uświadomionych narodowo Serbołużyczan z rejonu Slepeho i Wojerec, aby pomóc w reserbizacji zniemczonych jednostek. Miałaby w ten sposób powstać na ziemiach polskich prołużycka baza polityczna[37]. W lutym 1947 r. Kócka monitował władze Domowiny aby jak najprędzej przeprowadziły rejestrację chętnych do powrotu i rozpoczęły starania o uzyskanie dla nich przepustek i paszportów, tak aby mógł powstać nad Nysą surogat ł surogatzisko - serbskeje statnosće[38].

Rozmowy w tej sprawie ponownie przeprowadzone zostały w maju 1947 r. w Ministerstwie Ziem Odzyskanych. Kócka uzyskał m.in. wówczas obietnice przyznania przesiedleńcom pomocy materialnej[39]. Starał się więc maksymalnie wykorzystać sprzyjającą koniunkturę. W lipcu 1947 r. ponownie zwrócił władzom Domowiny uwagę na potrzebę pośpiechu w realizowaniu tego zamierzenia. Pośpiech był wskazany także z tego względu, że wówczas były jeszcze nad Nysą Łużycką wolne gospodarstwa rolne[40].

Jak się wydaje ta inicjatywa Kócki przyjęta została w Budziszynie ze sporą rezerwą. Dopiero bowiem w październiku 1947 r. podjęto przygotowania do przeprowadzenia rejestracji Serbołużyczan wysiedlonych z Polski i posługujących się rodzimym językiem[41]. Akcja ta nie przyniosła jednak spodziewanych wyników, a w obliczu zarysowującego się na przełomie lat 1947 i 1948 przełomu w stosunkach serbołużycko - niemieckich cała sprawa przestała być aktualna.

Zwolnienie jeńców narodowości serbołużyckiej z alianckich obozów było od wiosny 1945 r. jednym z głównych celów serbołużyckiej dyplomacji. Prośba taka znalazła się m.in. w listach przewodniczącego ŁNR Jana Cyza skierowanych do Clementa Attle i Charlesa de Gaulle[42]. Energiczne starania w tej sprawie podjęte zostały na terenie wszystkich państw alianckich, w tym również w Polsce. Jak już wspomnieliśmy, zabiegi o zwolnienie Serbołużyczan z polskich obozów podjął Kócka już w lutym 1946 r.[43]. Jego starania, energicznie wspierane przez działaczy Polskiego Związku Zachodniego oraz innych działających na terenie Polski Serbołużyczan, przede wszystkim Antona Nawkę, zakończyły się sukcesem. W dniu 3 czerwca 1947 r. z obozu w Jaworznie zwolniono i przekazano przedstawicielowi Zarządu Głównego PZZ 21 jeńców[44]. W miesiąc wcześniej Kócka i Cernik uzyskali dla nich w Ministerstwie Opieki Społecznej nowe ubrania oraz obietnicę innej pomocy[45]. Z obozu grupa ta trafiła na rekonwalescencję do Wrocławia, podczas której Kócka roztoczył nad nimi troskliwą opiekę, dbając o ich potrzeby materialne oraz wyjaśniając im aktualną sytuację na Łużycach[46]. 

Dalsze starania doprowadziły do uzyskania zgody na zwolnienie następnych jeńców. Dziesiątego lutego 1948 r. Kócka wraz z Nawką przeprowadzili w obozie w Jaworznie weryfikację kolejnej ich partii[47]. Ostatecznie w nocy z 8 na 9 października wyjechała do domu licząca tym razem 36 osób, grupa Serbołużyczan[48].

Polskie obywatelstwo oraz znajomości w świecie nauki niewątpliwie pomagały Kócce w jego staraniach o umożliwienie jak najliczniejszej grupie serbołużyckiej młodzieży podjęcia w Polsce nauki. Jego zdaniem należało wykorzystać wszystkie istniejące możliwości dla wychowania nowej serbołużyckiej inteligencji. Najlepiej służyłoby temu skoncentrowanie wszystkich serbołużyckich studentów we Wrocławiu i wytworzenie tam silnego serbołużyckiego środowiska akademickiego[49]. Za jego sprawą Ministerstwo Oświaty jesienią 1947 r. umożliwiło podjęcie studiów we Wrocławiu i przyznało stypendia ośmiu Serbołużyczanom[50]. Wraz z gronem wrocławskich sorabofilów roztoczył on troskliwą opiekę nad nimi oraz założonym przez nich Akademickim Stowarzyszeniem Łużyczan Studentów Wyższych Uczelni Wrocławia Lusatia[51], m.in. podejmując działania zmierzające do przejęcia zamieszkałego przez serbołużyckich studentów budynku Instytutu Śląskiego przez Komitet Słowiański i przekształcenia go w serbołużycki internat[52]

W styczniu 1948 r. Domowina zwróciła się do Kócki z prośbą o załatwienie zgody na podjęcie nauki w Polsce przez następną grupę, jak to określono, 10 młlono, 10cerjow. Trudność polegała na tym, że nie posiadali oni matur, jednak zdaniem Nedy i Nowotnego ich entuzjazm i zaangażowanie gwarantowały, że będą lepszymi studentami niż większość Serbołużyczan studiujących wówczas w Pradze, posiadających niemieckie matury oraz balast doświadczeń wyniesionych ze służerjow. Trudność polegała na[53]. Jeszcze w tym samym miesiącu Kócka uzyskał w Warszawie obietnicę przyznania im stypendiów i przyjęcia tych z pośród nich którzy nie posiadali matur na drugi semestr tzw. roku wstępnego, który miał się rozpocząć rzy nie posiadali matur[54]. W rezultacie, już w marcu 1948 r. wyjechała do Wrocławia kolejna 8 osobowa grupa młodych Serbołużyczan[55].

Na początku 1948 r. Kócka wystąpił z kolejną inicjatywą. Tym razem chodziło o wukubłanje słowianscy zmyslenych ewang. [ewangelskich] Serbskich farajow[56]. W styczniu tego roku podjął rozmowy na ten temat z dziekanem Ewangelickiego Fakultetu Teologicznego w Warszawie. Ustalono wówczas, że od jesieni 1948 r. będzie tam mogło podjąć studia 10 Serbołużyczan. Zapewnione im zostały miejsca w bursie oraz wyżywienie w stołówce studenckiej, a także ministerialne stypendia[57].

Wiele energii poświęcił Kócka także sprawie uruchomienia w Zgorzelcu serbołużyckiego gimnazjum. Jego otwarcie uzgodnione zostało w kwietniu 1946 r., w trakcie rozmów sekretarza ŁSNW Jurija Cyza z wiceministrem spraw zagranicznych Zygmuntem Modzelewskim[58]. W stosunkowo krótkim czasie przygotowane zostały na przyjęcie serbołużyckiej młodzieży budynek Państwowego Gimnazjum w Zgorzelcu i internat[59]. Przyznano także środki pieniężne na stypendia i doposażenie bursy[60]. Ze swej strony Serbołużyczanie rozpoczęli w kwietniu 1947 r. nabór do zgorzeleckiego gimnazjum[61] oraz podjęli starania o uzyskanie dla chętnych niezbędnych dokumentów podróżnych[62].

W sprawie tej Kócka starał się o zapewnienie przyszłym gimnazjalistom jak najlepszych warunków nauki i bytowania. W obliczu piętrzonych przez radzieckie władze okupacyjne trudności zalecał ich ominięcie, poprzez wysłanie dzieci do Zgorzelca via Czechosłowacja[63]. Przeszkody biurokratyczne uniemożliwiły jednakże uruchomienie gimnazjum w planowanym terminie 1 września 1947 r.[64]. Mimo to Kócka nadal nie ustawał w staraniach o uzyskanie wiz dla uczniów zgorzeleckiego gimnazjum, podejmując ten temat w warszawskim MSZ jeszcze 20 stycznia 1948 r.[65].

W pierwszych powojennych latach niezwykle istotną sprawą było dla serbołużyckiego ruchu narodowego uzyskanie podstaw materialnych. Zniszczenia wojenne oraz nieukrywana niechęć niemieckiego otoczenia niejako w naturalny sposób kierowały oczy serbołużyckich działaczy na sąsiednie państwa słowiańskie. Pomoc gospodarcza dla Łużyc była jednym z tematów poruszanych w trakcie rozmowy Cernika i Kócki z Gomułką w maju 1947 r. Sprawę tą wysłannicy ŁSNR omawiali wówczas także z wiceministrem spraw zagranicznych Stanisławem Leszczyckim, który złożył obietnicę poparcia przez swój resort serbołużyckich starań w tej materii. Równie konstruktywne stanowisko zajął przedstawiciel Ministerstwa Przemysłu i Handlu Sobański. Uznał on serbołużyckie postulaty za skromne i możliwe do wykonania. Wskazał punkty przez które mogłaby się odbywać wymiana towarowa oraz życzliwie odniósł się do propozycji nawiązania współpracy ze spółdzielnią Luko[66].

Zdając sobie sprawę z aktualnego politycznego położenia sprawy Łużyc przestrzegał Kócka przed wszystkim, co mogłoby posiadać tak wówczas niepożądany podtekst polityczny. Wydźwięk taki mogło jego zdaniem mieć choćby umieszczenie w motywacji skierowanej do Ministerstwa Przemysłu i Handlu i MZO prośby o materiały budowlane przeznaczone na odbudowę Domu Serbskiego nazwy Dom Słowiański. Proponował więc użycie w tym wypadku całkowicie neutralnego określenia Dom Kultury w Budziszynie[67]. Rozmowy na temat pomocy gospodarczej dla Łużyc kontynuował Kócka jesienią 1947 r.[68] i zimą 1948 r.[69], nie uzyskując jednak widocznych postępów[70].

Dzieje serbołużyckiego ruchu narodowego w latach 1945 - 1950 doczekały się w ostatnich latach szeregu przyczynków oraz, przywoływanej tutaj, niezwykle interesującej syntezy pióra dolnołużyckiego historyka Petśa Śurmana. Podjęte zostały również badania nad biografiami czołowych postaci tego okresu[71]. Naszym zdaniem na zainteresowanie historyków w pełni zasługuje również rola jaką w serbołużyckim ruchu narodowym odegrał Wojciech Kócka. Nie należał on do działaczy pierwszoplanowych mimo, że zajmował przecież eksponowane funkcje sekretarza Domowiny i Komitetu Słowiańskiego w Budziszynie. Jak się wydaje, rola taka w pełni mu odpowiadała. Dla niego w polityce liczyła się przede wszystkim skuteczność i realizm, a nie zwodniczy blichtr stanowisk. Cechy te, wraz z trzeźwą oceną możliwości serbołużyckiego ruchu narodowego oraz doskonała znajomość lokalnych uwarunkowań politycznych pozwoliła Kócce w trakcie jego działalności w Polsce, osiągnąć kilka znaczących sukcesów. Było to przede wszystkim zwolnienie w latach 1947 i 1948 z polskich obozów 59 Serbołużyczan - żołnierzy armii niemieckiej oraz umożliwienie nauki w Polsce kilkunastoosobowej grupie studentów. Warto zauważyć, że nawet dla większości przedsięwzięć których nie udało się ostatecznie zrealizować, takich jak uruchomienie gimnazjum w Zgorzelcu, zorganizowanie serbołużyckiej gminy nad Nysą Łużycką czy sprowadzenie na studia do Warszawy przyszłych serbołużyckich pastorów, Kócce udawało się uzyskać poparcie właściwych polskich czynników. To, że nie dochodziły one do skutku wynikało z przyczyn niezależnych tak od niego jak i od strony polskiej.

Wojciech Kócka był gorącym patriotą, marzącym o wolnych Łużycach, na wzór choćby Łuksemburga czy San Marino. Jednak trafnie diagnozując zmiany w sytuacji politycznej, stanął na stanowisku, że należy podjąć negocjacje na temat szerokiej autonomii kulturalnej i oświatowej i starać się uzyskać dla swego narodu maksimum tego co w danej sytuacji było możliwe. Z perspektywy ponad półwiecza jawi się więc nam Kócka jako jeden z najbardziej pragmatycznych i skutecznych serbołużyckich działaczy.

[1] T. Malinowski, Łużyczanin - prof. dr Wojciech Kócka jako polski antropolog i archeolog [w:] Serbołużyczanie. Łużyce. Badania historyczne i fascynacje, Zielona Góra 1998, s.286.
[2] M. Cygański, R. Leszczyński, Zarys dziejów narodowościowych Łużyczan. Tom II. Lata 1919 - 1997, s.46-47; Petś Śurman, K posegam mjazy polskimi a serbskimi kulturnymi procowarjami w XX letsotoku [w:] Łużyce w nowszych i najnowszych dziejach Europy Środkowej, Zielona Góra 1995, s.132-133.
[3] T. Malinowski, op. cit., s.286-288.
[4] Serbski Kulturny Archiw (SKA), Domowina (D), sygn. II 1.1A, s.111-113; P. Schurmann, Die sorbische Bewegung 1945-1948 zwischen Selbstbehauptung und Anerkennung, Budyśin 1998, s.76.
[5] SKA, D II 1.B, s.22-25.
[6] P. Schurman, op. cit., przyp. 74, s.83.
[7] SKA, D II 4.7A, s.10.
[8] Smutno w Budziszynie... , Polska Zachodnia z 21.10.1945, nr 12, s.4.
[9] W. Kocka, Poprzez Ziemię Łużycką, Polska Zachodnia z 18.11.1945, nr 16, s.4.
[10] St. Helsztyński, Rjana Luzica, sprawna precelna ..., Odra z 10.01.1946 r., nr 1(12), s.3-4.
[11] SKA, D II 4.7A, s.60.
[12] T. Marczak, Granica zachodnia w polskiej polityce zagranicznej w latach 1944 - 1950, Wrocław 1995, s.176-178.
[13] T. Marczak, op. cit. S.175; SKA, D II 4.7A, s.14.
[14] T. Marczak, op. cit., s.178.
[15] C. Skuza, Kwestia serbołużycka w polskiej polityce zagranicznej (1944 - 1949), Zeszyty Naukowe Wojskowej Akademii Politycznej, nr 121, 1984 (1985), s.90.
[16] SKA, D II 4. 7D, s.16.
[17] SKA, D II 1. 1B, s.89.
[18] P. Schurman, op. cit., s.197.
[19] Petś Furman, Wojciech Kócka a plenum Komitetu Wszechsłowiańskiego w Warszawie w 1947 r. [w:] Serbowie Łużyccy i Polacy. Doświadczenia historyczne i perspektywy współpracy, Opole 1992, s.83.
[20] SKA, D II 4. 7D, s.49.
[21] M. Cygański, R. Leszczyński, op. cit., s.60.
[22] SKA, D II 4. 7D, s.53.
[23] SKA, D II 4. 7D, s.55.
[24] M. Cygański, R. Leszczyński, op. cit., s.78.
[25] SKA, D II 4. 7B, s.34-35
[26] M. Mieczkowska, Łużyce a polska opinia publiczna w latach 1945 - 1949, Letopis 40 (1993) 1, s.103.
[27] M. Cygański, R. Leszczyński, op. cit., s.78.
[28] M. Mieczkowska, Łużyce ..., s. 103.
[29] SKA, D II 4. 7D, s.55.
[30] SKA, D II 4. 7B, s.49-50; P. ?urman, op. cit., s.83-87,; tenże, Zajimawy list z Pólskeje, Rozhlad, c.. 10, 1991, s.270-271.
[31] SKA, D II 4. 7B, s.59.
[32] Archiwum Akt Nowych w Warszawie (AAN), Ministerstwo Ziem Odzyskanych, sygn. 501, s.13.
[33] Ibidem, s.58.
[34] Ibidem, s.45.
[35] Ibidem, s.54.
[36] Ibidem, s.55.
[37] SKA, D II 4, 7D, s.52.
[38] SKA, D II 4. 7D, s.55.
[39] M. Mieczkowska, Łużyce..., s.103-104.
[40] SKA, D II 4. 7B, s.60.
[41] SKA, D II 4. 7B, s.88.
[42] SKA, D II 1. 1A, s.60, 64.
[43] Patrz przyp. 16.
[44] SKA, D II 5. 9D, s.3.
[45] M. Mieczkowska, Łużyce ..., s.104.
[46] SKA, D II 4. 7B, s.60.
[47] SKA, D II 4. 7D, s.77.
[48] SKA, D II 4. 7D, s.94.
[49] SKA, D II 4. 7C, s.6.
[50] SKA, D II 4. 7B, s.79, 101
[51] SKA, D II 4. 7B, s.101.
[52] SKA, D II 4. 7C, s.6.
[53] SKA, D II 4. 7C, s.3.
[54] SKA, D II 4. 7D, s.70.
[55] SKA, D II 4. 1C, s.14.
[56] SKA, D II 4. 7C, s.6.
[57] SKA, D II 4. 7D, s.2.
[58] C. Skuza, op. cit., s.90.
[59] SKA, D II 6. 6CI, s.176.
[60] Archiwum Państwowe we Wrocławiu, Urząd Wojewódzki Wrocławski, sygn. I/206.
[61] SKA, D II 6. 6CI, s.179.
[62] SKA, D II 4. 7D, s.86.
[63] SKA, D II 4. 7D, s.52.
[64] SKA, D II 4. 7D, s.86-87.
[65] SKA, D II 4. 7C, s.6.
[66] M. Mieczkowska, Łużyce ..., s.103.
[67] SKA, D II 4. 7B, s.59, 61.
[68] SKA, D II 4. 7B, s.79.
[69] SKA, D II 4. 7C. s.6.
[70] SKA, D II 4. 7D, s.77.
[71] Przykładem może być przygotowywana do druku biografia przewodniczącego Domowiny z lat 1933 - 1950 pióra dr Annett Brezanec z Serbskiego institutu.

Przypisy:

1) Ulrike Elsner, War Cottbus einst die Überfahrt am Fluss? Werner Meschkank über den Ursprung des Namens, Lausitzer Rundschau, 4. 1. 2005, s. 15.
2) cyt.: Geschichte der Stadt Cottbus, Cottbus, 1994, s. 21.
3) cyt.: Sachsenspiegel oder Sächsisches Landrecht, Reprint-Verlag Leipzig, Reprint der Originalausgabe von Carl Robert Sachße, Heidelberg, 1848).
4) Lexikon Heraldik, VEB Bibliographisches Institut Leipzig, 1984, s. 235.